Don Juani wśród kibiców

Witam.

Przyznam szczerze, że kompletnie zapomniałem, iż posiadam bloga na tym portalu. Zresztą nieważne…

Temat, który chciałem poruszyć zadręcza mnie od dłuższego czasu, być może dlatego, iż jest raczej pomijany nie tylko na oficjalnych portalach sportowych (co jest raczej oczywiste), ale też na stronach tworzonych przez kibiców. Chodzi mi mianowicie o problem osób zwanych przeze mnie Don Juanami polskich stadionów. Jeśli ktoś się jeszcze nie domyślił chodzi mi o nastoletnich łebków, którzy przyprowadzają na mecz swoje pokemoniaste sympatie. Być może nie uważałbym tego za naganne, gdyby nie fakt, iż młodzieńcy ci (nie odważyłbym się nazwać ich kibicami) nie mają kompletnie nic wspólnego z kibicowaniem, a co gorsza bardzo często za miejsce takiej meczowej “randki” wybierają młyn. Brzmi niegroźnie? W takim razie zastosujmy małą wizualizację. Osobiście jestem kibicem gdańskiej Lechii i na każdym meczu wraz z wieloma innymi wyznawcami biało-zielonych dajemy z siebie wszystko, aby dopingiem ponieść drużynę do zwycięstwa. Człowiek drze mordę cały mecz, tak że do końca weekendu może mówić tylko szeptem i oczekuje, że jak już ktoś wybiera na miejsce oglądania spotkania młyn, to chociaż spróbuje uczestnictwa w szlachetnej sztuce dopingu. Ale nie. Oto 1 rząd za mną siedzi sobie (pomijając już fakt, że wszyscy dookoła stoją) parka: Dziewczyna - krótka spódniczka, białe kozaczki, włosy blond i Don Juan - ubrany jak na imprezę w klubie, Włosy nażelowane, jakby wylał na nie słoik smalcu i obowiązkowe ciemne okulary. Chłopak o powiada swojej “baby”, jaki to z niego nie jest kibic (szkoda tylko, że szalika z domu zapomniał). Zdają się być skupieni na wszystkim, tylko nie na meczu. Co więcej, mniej więcej w 30 minucie spotkania rzeczona parka każe mi i stojącym obok kolegom być ciszej, gdyż nie mogą spokojnie konwersować. Miny kolegów bezcenne. Sytuacja może wydawać się komiczna, ale ja rozpatruję ją raczej w kategoriach tragicznych. Sam jestem młodym człowiekiem. Między mną, a wymienionym Don Juanem jest może 6-7 lat różnicy. Zastanawiam się kiedy stadiony (a zwłaszcza sektory od dopingu z magicznych kotłów stały się miejscami schadzek dla tak skrajnej formy pikników. Przecież jeszcze za czasów gry Lechii w niższych ligach fanatyczny doping na meczach był czymś nieodzownym. Co więcej, rozmawiałem ze znajomymi z Wrocławia, Krakowa, Warszawy czy Łodzi i okazało się, że u nich też zdarzają się Don Juani. Co stało się z polską piłką, że trybuny odwiedzają ludzie, których jedynym celem jest nieudolna próba podrywu? Zostawiam to pytanie wam.

* Skomentuj ten wpis

Wkurzony miłego początek

Witam! Postanowiłem zacząć prowadzenie tego blogu, gdyż mi się nudziło … yyyy ….upiłem się … yyyy …oczywiście poczułem w sobie niepohamowaną chęć przyczynienia się do poprawy sytuacji w naszej nieszczęsnej kopanej. Ku chwale ojczyzny !!! Postaram się na łamach tego blogiszcza opisywać kompletnie popieprzone zjawiska, sytuacje i przepisy, które miejsce mogłyby mieć tylko w naszym pięknym kraju. Jednym moje bazgroły się spodobają, innym nie, ale jak to mówią jeszcze się taki nie narodził, co nie ma co jeść. Czy jakoś tak.

Aby jakoś zacząć, odwołam się do wywiadu z jaśnie nam panującym prezesem Grzegorzem Lato przeprowadzonego jakiś czas temu przez radio TOK FM. W wywiadzie tym mistrz Grzesiu porównał polską reprezentację w kopaną do Adama Małysza stwierdzając, że kibice są z jednym i z drugim tylko na dobre. Otóż, panie Lato, łżesz pan jak zwykle. Orzeł z Wisły jest krytykowany tylko od czasu do czasu i nikt nie odważy się używać wobec niego takich inwektyw (bluzgów, Grzesiu, bluzgów) jak wobec naszych „kochanych” gołąbków. Zastanawiałeś się kiedyś, czemu tak jest (bo nie wierzę, że jesteś aż tak tępy, żeby tego nie zauważyć)? Podpowiem ci. Być może dzieje się tak dlatego, że dzieci, które urodziły się w czasach największych sukcesów Małysza chodzą teraz do przedszkoli, ewentualnie podstawówek, a nie masowo przeżywają kryzys wieku średniego. Może powodem jest to, że on ,mimo że od dłuższego czasu nie jest już niedościgły, nie wspomina wiecznie pięknych lat 2000-2002 i nie opisuje swojej ówczesnej techniki skakania (a właśnie, jak zdrowie Antka?). A być może, chociaż nie…, ale może jest tak dlatego że Małysz nie bierze się za sprawy i nie wypowiada się o rzeczach, o których kompletnie nie ma pojęcia.

Brzmi znajomo? Miało. A teraz pochodź sobie po ulicach i (słuchając szczerych pozdrowień od miłych panów ogolonych na łyso) pomyśl o tym, jak z ikony stałeś się zerem tylko dla dużej forsy. Zarabiasz 11 średnich krajowych, więc zastanów się dobrze: za co?

* Skomentuj ten wpis


Polecamy



Wyszukaj w blogu

RSS


styczeń 2012
P W Ś C P S N
« stycznia    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031